Szukaj:Słowo(a): Ptaki w ogrodach
Ciekawi ludzie jestescie, wszyscy chca pogadac ale nikt sobie nie zada trudu
zeby dwa zdania do kupy sklecic.  Pozwolcie ze sprobuje Wam pomoc
wystartowac.  Temat jest pogoda.  Wreszcie po najmokrzejszym i
najzimniejszym pazdzierniku od 27 lat zaczela sie wiosna pelna geba.
Wczoraj 27 dzisiaj 25, fantastycznie, cale dnie krece sie po ogrodzie i juz
jestem calkiem niezle opalony.  W ogrodzie zawsze cos ciekawego sie dzieje,
z pobliskiego parku narodowego (2km) przylatuje ponad 35 gatonkow ptakow i
niektore wyzadzaja trocho szkod, na przyklad Rozele zjadaja swieze paczki i
liscie z kamelii i Bottlebrush.  Ale za to inne mozna z przyjemnoscia
obserwowac godzinami, jak na przyklad Honeyeater, wielkosci motyla, wcale
sie nie boi, lata mi przed samym nosem i wcina nektar z kwitnacej cytryny.
Kilka dni temu bylem sprawdzic czy nad oceanem juz wystarczajaco cieplo,
kolezanka chce figlowac na skalistym wybrzezu tak zeby huk fal zagluszal jej
jeki.  Hej, gdzie tylko zechce, jest naprawde warta extra staran.  Troche
daleko, prawie 45 minut autostrada ale przeciez nie odmowie ... .  Nie ma to
jak wiosna, lato moze bys troche ciezkie do zniesienia, w dzien 45, w nocy
32, lezy czlowiek rozkrzyzowany, struzki potu laskocza i nie pozwalaja
zasnac ale przewaznie butelka rumu pomaga w koncu zasnac.  Okay, to jest
poczatek pogaduszek, kto nastepny?








Przepraszam że tak zapytam z ciekawosci. A gdzie to jest ??
Pozdrawiam
--jamez--

Ciekawi ludzie jestescie, wszyscy chca pogadac ale nikt sobie nie zada
trudu
zeby dwa zdania do kupy sklecic.  Pozwolcie ze sprobuje Wam pomoc
wystartowac.  Temat jest pogoda.  Wreszcie po najmokrzejszym i
najzimniejszym pazdzierniku od 27 lat zaczela sie wiosna pelna geba.
Wczoraj 27 dzisiaj 25, fantastycznie, cale dnie krece sie po ogrodzie i
juz
jestem calkiem niezle opalony.  W ogrodzie zawsze cos ciekawego sie
dzieje,
z pobliskiego parku narodowego (2km) przylatuje ponad 35 gatonkow ptakow i
niektore wyzadzaja trocho szkod, na przyklad Rozele zjadaja swieze paczki
i
liscie z kamelii i Bottlebrush.  Ale za to inne mozna z przyjemnoscia
obserwowac godzinami, jak na przyklad Honeyeater, wielkosci motyla, wcale
sie nie boi, lata mi przed samym nosem i wcina nektar z kwitnacej cytryny.
Kilka dni temu bylem sprawdzic czy nad oceanem juz wystarczajaco cieplo,
kolezanka chce figlowac na skalistym wybrzezu tak zeby huk fal zagluszal
jej
jeki.  Hej, gdzie tylko zechce, jest naprawde warta extra staran.  Troche
daleko, prawie 45 minut autostrada ale przeciez nie odmowie ... .  Nie ma
to
jak wiosna, lato moze bys troche ciezkie do zniesienia, w dzien 45, w nocy
32, lezy czlowiek rozkrzyzowany, struzki potu laskocza i nie pozwalaja
zasnac ale przewaznie butelka rumu pomaga w koncu zasnac.  Okay, to jest
poczatek pogaduszek, kto nastepny?




kiedyś ... jak byłem malutki posadziłem sobie orzech u babci na
działce. Drzewko ładnie rosło (ja także ;) ale pewnego dnia, gdy
przyjechałem do babci na wakacje ...
Spojrzałem tam, a "jego" (mojego kumpla) już nie było :)



Szkoda, mogli go przesadzić...
Ja mam "swojego" cisa (a właściwie cisową) u rodziców w ogrodzie -
zasadzonego przez ojca, gdy się urodziłam. Przerósł mnie już ze dwa
razy i dał schronienie i pożywienie co najmniej kilku pokoleniom
ptakow :) Uważam, że to piękny zwyczaj, choć wiadomo, że nie każdy
może sobie na to pozwolić - i wierzę, że mnie przeżyje...

Pozdrawiam - Agnieszka


| dzikie jest piekne, moja propozycja - nie psujmy tego jesli nie
| trzeba. a jesli juz koniecznie chcemy "zrobic ptaszkom dobrze" to
| zawsze mozna posadzic pod oknem jarzebine albo porzeczki (i
| zostawic troche niezebranych - zasusza sie i sikorki tez beda
| przylatywac)

Jabłka na jabłonce zawsze zostają. Porzeczki też.
Od lat jest w ogrodzie kompost na którym zywią się wszystkie ptaki z
okolicy.
Myslę, że ich nie rozbestwię tymi orzeszkami...
Zmartwiłeś mnie tylko tym, że może im zaszkodzić... Mam nadzieję, że nie...

siwa



| dzikie jest piekne, moja propozycja - nie psujmy tego jesli nie
| trzeba. a jesli juz koniecznie chcemy "zrobic ptaszkom dobrze" to
| zawsze mozna posadzic pod oknem jarzebine albo porzeczki (i
| zostawic troche niezebranych - zasusza sie i sikorki tez beda
| przylatywac)

Jabłka na jabłonce zawsze zostają. Porzeczki też.
Od lat jest w ogrodzie kompost na którym zywią się wszystkie ptaki z
okolicy.
Myslę, że ich nie rozbestwię tymi orzeszkami...
Zmartwiłeś mnie tylko tym, że może im zaszkodzić... Mam nadzieję, że nie...



ja tez!

a moze sprobuj je stopniowo przestawic na bardziej "makrobiotyczne"
jakies - np. pestki slonecznika albo dyni???

r.
ps. dżizass... o czym ja pisze... makrobiotyka dla sikorek! ;-)))

Ty jesteś realna
a ja jestem ptak niebieskooki

Mówisz że mnie kochasz
i ciepła strzałka w twoim oku błyszczy

Ja w czarnym tiulu nocy
 gorzkie alkohole rozlewam

Ty szukasz mnie
po metaforach snach listach
I ogrodach

Z kryształowego błękitu nieba
zerwałem dla ciebie
szklaną różę szronu

Składam ci chłodne hołdy
i niespodziewane wizyty

Czasami się całujemy
ciepłe cyklony
porywają nas w światy
 miękkie
i pachnące maciejką.
 Odchodząc
patrzę jak rozsuwasz zasłony
i otwierasz okna

Jakże ja mógłbym
zabrać cię ze sobą
we wszystkie podróże
w przyloty i odloty ptaków
w kolejne pory roku
Ty jesteś taka realna
a ja...


Ty jesteś realna
a ja jestem ptak niebieskooki

Mówisz że mnie kochasz
i ciepła strzałka w twoim oku błyszczy

Ja w czarnym tiulu nocy
 gorzkie alkohole rozlewam

Ty szukasz mnie
po metaforach snach listach
I ogrodach

Z kryształowego błękitu nieba
zerwałem dla ciebie
szklaną różę szronu

Składam ci chłodne hołdy
i niespodziewane wizyty

Czasami się całujemy
ciepłe cyklony
porywają nas w światy
 miękkie
i pachnące maciejką.
 Odchodząc
patrzę jak rozsuwasz zasłony
i otwierasz okna

Jakże ja mógłbym
zabrać cię ze sobą
we wszystkie podróże
w przyloty i odloty ptaków
w kolejne pory roku
Ty jesteś taka realna
a ja...

czekałam marco na wiersz od ciebie całe dwa miesiące tymczasem
w ogrodzie urodziły się szkiełka zimy
codziennie przechodzę przez zasypany park
wypatruję jeży bo obiecywałeś być całkiem blisko
staw jest spięty w ciszę więc nie wychodzą mi kaczki na wodzie
i nie mogę powiedzieć ci tak czy cokolwiek innego

    kobieta do zapomnienia
    kobieta na lepszy czas

    taka co daje większy cień
                                    niż blask

--
twoja na wieki Chariel



Dziękuję :)
marco

        "...twoja na wieki, Chariel"
        Odkładam list i myślę o Chariel wzruszony
        a za oknem wstaje i zachodzi słońce i już!
        nie ma okna tylko ptaki wiją gniazda w mojej brodzie
        odchodzą
        kiedy właśnie postanawiam odpisać:
        "Bardzo Cię kocham Chariel - nie potrafię bez Ciebie dłużej żyć..."

Niewinność

dziś pani na lekcje przyniosła zdjęcia o dżungli
kolorowe ptaki, robaki i wielkie motyle
a ja wiedziałam, gdzie żyje koala
a w nocy śnił mi się czarny zły pies

byłam dziś z babcią w ogrodzie, pąki na drzewach
wszystko już kwitnie na wiosnę
jutro idziemy nad rzekę topić Marzannę
w nocy nie spałam, bo żółte oko patrzyło mi w czoło

po lekcjach bawiliśmy się w chowanego
złapałam biedronkę - odfrunęła z palca
zgubiłam gdzieś spinki do włosów
wczoraj przez sen szare ręce ściskały mi szyję

w sklepie widziałam różowe owieczki
jedna dziwnie błyskała czarnymi oczami
szczerzyły zęby popalone lalki
w ciemnościach dziś będę szukać swego domu

szkoła od rana zieje chłodem i lękiem
ławki i okna dyszą w pajęczynach
blade dzieciaki patrzą w dal nie widząc
brodzę po bagnach pod bladym księżycem

ręce mnie ciągną w ciemne zarośla
do ucha ktoś szepta przekleństwa
we mgle mnie karze zimny pocałunek
w słońcu nad rzeką nie zerwę stokrotek


Niewinność



no, to nie do mnie :)

dziś pani na lekcje przyniosła zdjęcia o dżungli
kolorowe ptaki, robaki i wielkie motyle
a ja wiedziałam, gdzie żyje koala
a w nocy śnił mi się czarny zły pies

byłam dziś z babcią w ogrodzie, pąki na drzewach
wszystko już kwitnie na wiosnę
jutro idziemy nad rzekę topić Marzannę
w nocy nie spałam, bo żółte oko patrzyło mi w czoło



jaja sobie robisz, Jerzy :D

po lekcjach bawiliśmy się w chowanego
złapałam biedronkę - odfrunęła z palca
zgubiłam gdzieś spinki do włosów
wczoraj przez sen szare ręce ściskały mi szyję



a sio od moich rekwizytów! Spinki się nie gubi, ciacha się nią wrogów ;)

w sklepie widziałam różowe owieczki
jedna dziwnie błyskała czarnymi oczami
szczerzyły zęby popalone lalki
w ciemnościach dziś będę szukać swego domu

szkoła od rana zieje chłodem i lękiem
ławki i okna dyszą w pajęczynach
blade dzieciaki patrzą w dal nie widząc
brodzę po bagnach pod bladym księżycem

ręce mnie ciągną w ciemne zarośla
do ucha ktoś szepta przekleństwa
we mgle mnie karze zimny pocałunek
w słońcu nad rzeką nie zerwę stokrotek



toś mnie zdziwił. Nawet stokrotki, datowane na lata wstecz. Przypadek?

Dziwnie się czyta Jerzego w konwencji makabrycznego pejzażu.
pozdrawiam wyjca
k.


Niewinność

dziś pani na lekcje przyniosła zdjęcia o dżungli
kolorowe ptaki, robaki i wielkie motyle
a ja wiedziałam, gdzie żyje koala
a w nocy śnił mi się czarny zły pies

byłam dziś z babcią w ogrodzie, pąki na drzewach
wszystko już kwitnie na wiosnę
jutro idziemy nad rzekę topić Marzannę
w nocy nie spałam, bo żółte oko patrzyło mi w czoło

po lekcjach bawiliśmy się w chowanego
złapałam biedronkę - odfrunęła z palca
zgubiłam gdzieś spinki do włosów
wczoraj przez sen szare ręce ściskały mi szyję

w sklepie widziałam różowe owieczki
jedna dziwnie błyskała czarnymi oczami
szczerzyły zęby popalone lalki
w ciemnościach dziś będę szukać swego domu

szkoła od rana zieje chłodem i lękiem
ławki i okna dyszą w pajęczynach
blade dzieciaki patrzą w dal nie widząc
brodzę po bagnach pod bladym księżycem

ręce mnie ciągną w ciemne zarośla
do ucha ktoś szepta przekleństwa
we mgle mnie karze zimny pocałunek
w słońcu nad rzeką nie zerwę stokrotek



Nawet jeżeli pobrałeś elementy konwencji, to to nie jest krysiowe.
Zresztą niekoniecznie miało być, bo tylko dedykacja. Katastroficzne,
przenikliwe. Może przez to, że tak równo poukładane. Brakuje mi choćby
jednego mocnego akcentu, jednego obrazu wybiegającego poza konwencję i
podkreślającego tekst 'wężykiem'. Pozostaje 'wołam złoty kołacz'.

A skojarzenia pobiegły własną drogą i podpowiedziały krótszy,
metafizycznie przerażajacy 'Strach' Marty Jermaczek.

w.

"Ambiento"

"Me(L)Isa"

| tam gdzie mnie nie ma
(...)
| w studziennym kręgu szelest zmurszałych liści
| i zardzewiałe wiadro porastające mchem
| korba uwolniona z łańcucha skacze do gardła

poeci umierają młodo

umierają gdy nie mają już Nic
do powiedzenia
odchodzą w ciszy
lecz ich pokorne Milczenie nie kładzie kresu
cierpieniom Duszy

znikają Nagle
- jak kamień wrzucony do sunącego tłumu
albo dziecko wpadające do studni -
jak ktoś kogo nie słychać

kogo kiedyś kochano;
o kim tak trudno będzie Zapomnieć



Piękne słowa, dziękuję.

Ostatnio coraz więcej słów przeznaczam na pożegnania.

* * *

w ręku moim ostatni czarnobiały tomik
i wiesz drży mi serce jak wtedy przed laty
każdy wiersz barwny ogród ożywa wspomnieniem
i słowa powracają jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu jaka to poezja
czy w niej rymy parciane czy kute ze stali
nie wiedziałam że serce ból może wystudzić
nie wierzyłam że można umierać parami
----------------
pozdrawiam
Ambiento



Odchodzący dzień?

Nadszedł ten czas
Zapomnienia, pokory, przemyśleń
Moc szczęścia odeszła wraz z początkiem dnia
Nadeszła noc bez Ciebie, bez NAS
Sens życia szybuje wśród chmur.

Liście płaczą rosą porannego chłodu
Pieszczą się w nich ogrodu ptaki
I nawet nie wiedzą o czasie cienia
Który jest zawsze wśród nich.

Może zawieje jeszcze ciepły wiatr życia
Może nie dzisiaj, nie ze wschodem słońca
Może jutro, pojutrze, kiedyś ...
Poczuję ciepło nadchodzącego dnia.

Dzień może nadejdzie
Promyki życia zobaczę na dłoni
Uśmiech może pojawi się na niebie
I wejdę znowu do dnia i nocy.

Zobaczę może wtedy kogoś
Kogoś kto doceni mnie i mój cień
Ten ktoś będzie przy mnie
Do końca - aż dzień i noc ...
Odejdą ...
... na zawsze


Odchodzący dzień?

Nadszedł ten czas
Zapomnienia, pokory, przemyśleń
Moc szczęścia odeszła wraz z początkiem dnia
Nadeszła noc bez Ciebie, bez NAS
Sens życia szybuje wśród chmur.

Liście płaczą rosą porannego chłodu
Pieszczą się w nich ogrodu ptaki
I nawet nie wiedzą o czasie cienia
Który jest zawsze wśród nich.

Może zawieje jeszcze ciepły wiatr życia
Może nie dzisiaj, nie ze wschodem słońca
Może jutro, pojutrze, kiedyś ...
Poczuję ciepło nadchodzącego dnia.

Dzień może nadejdzie
Promyki życia zobaczę na dłoni
Uśmiech może pojawi się na niebie
I wejdę znowu do dnia i nocy.

Zobaczę może wtedy kogoś
Kogoś kto doceni mnie i mój cień
Ten ktoś będzie przy mnie
Do końca - aż dzień i noc ...
Odejdą ...
... na zawsze



Brrrr .... tak jakoś jesiennie mi się zrobiło.
I schyłkowo ....

Adrian

                        * * *

w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
nie wierzyłam - " że można umierać parami"

Halina

                        * * *

w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
nie wierzyłam - " że można umierać parami"

Halina



Wybacz, proszę, że Nowy się odzywa, ale już po przeczytaniu pierwszego

Ładne, wiesz? - to jest najbardziej adekwatny komentaż na jaki mnie stać po
pierwszym czytaniu.
Jeżeli chcesz krytyki konstruktywnej, to daj znać ; )
I jeszcze tylko chciałbym Ci powiedzieć, że podoba mi sie Twój stosunek do
własnych wierszyków, bo mam tak samo.
I trzymaj się Halinko tego późnoletniego wietrzyska, co to pyłem w oczy
sypie... [znielubisz mnie od razu pierwszego za to zdrobnienie, lub sie
przyzwyczaisz]

wilczysko

w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
nie wierzyłam - " że można umierać parami"



Bardzo ładne. Choć ja nadal nie wierzę, że można umierać parami. To znaczy
może umrzeć dwoje ludzi, ale nie parami.
Huq

| w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
| i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
| każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
| i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

| nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
| czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
| nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
| nie wierzyłam - " że można umierać parami"

Bardzo ładne. Choć ja nadal nie wierzę, że można umierać parami. To znaczy
może umrzeć dwoje ludzi, ale nie parami.
Huq



Jednorazowo, być może. Ale jeśli przyjmiesz to za ogólnie obowiązującą
prawdę: "umiera się parami" - będzie Ci łatwiej zrozumieć. Chyba, że
małoletnim jesteś, lub nigdy nie kochałeś dość mocno. I nie ma w tym krztyny
złośliwości.

wilczysko

-----Wiadomość oryginalna-----

Data: 31 sierpnia 2001 11:07
Temat: *** / w ręku moim/

                       * * *

w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
nie wierzyłam - " że można umierać parami"

Halina



ładny wiersz i tym razem, trafne metafory, chociaż gniazda i ptaki spotykane
'gdzieniegdzie' tutaj jak ulał bo w końcu wiersz o wierszu więc i o słowach,
a słowa to ptaki " będziemy sobie posyłać ptaki"  więc :o)

umierać parami można jest jedna para i jest druga para zatem czterech ludzi,
a było tak,  że "czwórkami szli"

pozdrawiam

ELMO:)

| w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
| i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
| każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
| i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

| nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
| czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
| nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
| nie wierzyłam - " że można umierać parami"

| Bardzo ładne. Choć ja nadal nie wierzę, że można umierać parami. To
znaczy
| może umrzeć dwoje ludzi, ale nie parami.
| Huq

Jednorazowo, być może. Ale jeśli przyjmiesz to za ogólnie obowiązującą
prawdę: "umiera się parami" - będzie Ci łatwiej zrozumieć. Chyba, że
małoletnim jesteś, lub nigdy nie kochałeś dość mocno. I nie ma w tym
krztyny
złośliwości.

wilczysko



Bez krztyny złośliwości domniemywam żeś Ty małoletni, albo mało
doświadczony. (Małoletniość trwa do około 30 roku życia). Oczywiście kwestie
wiary nie są do udowodnienia. Dlatego ja nie piszę o prawdzie tylko o
wierze. Bo czymże jest prawda - jak pytali cynicy i ich najbardziej znany
przedstawiciel Poncjusz Piłat.

----- Original Message -----

Newsgroups: pl.hum.poezja
Sent: Friday, August 31, 2001 11:07 AM
Subject: *** / w ręku moim/

                        * * *

w ręku moim ostatni, czarnobiały tomik
i wiesz, drży mi serce - jak wtedy - przed laty
każdy wiersz - barwny ogród - ożywa wspomnieniem
i słowa powracają, jak do gniazda ptaki

nieważne symfoniuszu,  jaka to poezja
czy w niej rymy parciane, czy kute ze stali
nie wiedziałam - " że może ból serce wystudzić"
nie wierzyłam - " że można umierać parami"

Halina

Krzepiące. Dziękuje Halino :)
Serdecznie,
Cat



Cichy ogród
usłany śpiewem ptaków
przeradza się
w dom

Nie słychać
odgłosu motyki
ani skrzypienia taczki

Leżak pod drzewem
niesie staruszka

Niesie w sen
wielki sen
o niekończących się
wakacjach z wnukami

Uspokaja
budzi w sen coraz głębiej

Nieprzypadkowym mimochodem
otwieram okno

Wołam
Obiad

Ktoś zechciał
by zupa nabrała chłodu
ziemniaki odparowały

Nic się nie stało
Nareszcie odpoczął...

czy jeszcze jest dla mnie reprezentatywny. Ale, czego żółtodziób nie
zrobi, żeby tylko usłyszeć opinie doświadczonych 'kolegów po
fachu' [czy: przed nim?]... Z drugiej strony, nie wiem, czy mogę na
cokolwiek liczyć - wskazówki, uwagi, sugestie. Czy dziadek nie mógł
wyraziściej umrzeć, czy ziemniakom nie brakuje sosu, czy sielanka nie
jest zbyt naiwna...

Pozdrawiam,
nowy.

ja bardzo przepraszam, a można pociachać?
nie ze sadyzmu, tylko w celu wyczyszczenia obrazu...

usłany śpiewem ptaków



   ogród przeradza się

w dom

ani odgłosu motyki
ani skrzypienia taczki

Leżak pod drzewem
niesie staruszka
   w sen
o trwających wiecznie
wakacjach z wnukami
Nieprzypadkowym mimochodem
otwieram okno

Wołam
Obiad



   ale ktoś zechciał

by wystygła zupa
ziemniaki odparowały



tak to czytam.
Pozdrawiam i witam na grupie :-)

---
magdalena

Cichy ogród
usłany śpiewem ptaków
przeradza się
w dom

Nie słychać
odgłosu motyki
ani skrzypienia taczki

Leżak pod drzewem
niesie staruszka

Niesie w sen
wielki sen
o niekończących się
wakacjach z wnukami

Uspokaja
budzi w sen coraz głębiej

Nieprzypadkowym mimochodem
otwieram okno

Wołam
Obiad

Ktoś zechciał
by zupa nabrała chłodu
ziemniaki odparowały

Nic się nie stało
Nareszcie odpoczął...

czy jeszcze jest dla mnie reprezentatywny.



A co to znaczy 'reprezentatywny' w tym przypadku? Że teraz już nie pisałbyś
o dziadku? Czy może pisałbyś inaczej?

Ale, czego żółtodziób nie
zrobi, żeby tylko usłyszeć opinie doświadczonych 'kolegów po
fachu' [czy: przed nim?]... Z drugiej strony, nie wiem, czy mogę na
cokolwiek liczyć - wskazówki, uwagi, sugestie.



Ja tam wielce doświadczona nie jestem, ale może nie ma co czytać i
zastanawiać się wciąż nad tym samym wierszem rodem z gimnazjum tylko

Czy dziadek nie mógł
wyraziściej umrzeć, czy ziemniakom nie brakuje sosu, czy sielanka nie
jest zbyt naiwna...



No tutaj to pojechałeś po bandzie kolego ! ;-)

Pozdrawiam,
nowy.



Również pozdrawiam
Wiecznie nowa I.


| brzemienność to ciąża
| (o ile mnie pamięć nie myli;)
No i wreszcie ktoś to przeczytał ;)



no, na pewno siedmioro poznańskich majówkowiczów :)

| półotwarte usta szpaczych budek
| wzdychają w głębokim śnie

| budki niezabudki... ale wzdychają
| jeśli z logiką, to dość krwiożerczo

o, a to dlaczego? szpaki może dziobią czereśnie, przez co dziobki mają
krwiostoczerwone chwilami, ale krwiożerczo?



"Jadłospis szpaka jest bardzo bogaty i uzależniony od tego co oferuje
okolica, w której ptaki się znajdują. Na wolności żywi się nasionami i
owcami, na pastwiskach chwyta liczne gatunki owadów, np. komarnice i robaków
(sprężyki). Łapie także owady w locie. Szpaki chętnie odwiedzaja sady
czereśniowe i inne ogrody, gdzie powodują znaczne szkody"

http://www.republika.pl/szczepgal/strony/szpak.htm

stąd krwiożerczo (nieco w przenośni :)
bo skoro wśród 'brzemiennych jabłoni' to do czego wzdychają? ;-)

 ps. ale chyba trochę Ci się ten tekst jednak wymknął
| z zamysłu
| (przynajmniej w moim odczycie;)

Rozwiń?



rozwiń ze znakiem zapytania - znaczy chcesz rozwinąć? :)

bo jeśli ja miałbym to może tak:

wymknął ponieważ
a) od brzemienności do nosków taaaki czas
b) sterczenie ostre - pyzatość krągła

a.

NIE WYSLANY LIST Z CHIN......

Kiedy Marco Polo podal mi sakiewke ze zlotem
wiedzialem, ze bede ogladal tylko wschody slonca

A teraz  jestesmy juz  w palacu cesarza
Ptaki spiewaja w zielonych  klatkach
Czerwone ryby patrza na nas przez krysztal
Cesarz zrobiony ze sloniowej kosci
Laskawie  nas nie slucha

Pamietasz, Aphilomeno,  nasz ogrod i krzaki porzeczek
Stara lodz nad brzegiem rzeki
Dno wysmarowane smola
Wierzcholek topoli za oknem
Zapach jablek na strychu
Oszronione swierki
Swiatla zima
Czerwcowa burze
Pierwszy i ostatni  snieg

Chinskie slonce jest male
Piasek  kolor  miedzi
Pokoje w palacu cesarza prowadza do nikad

Przechodze tymi pokojami.
Kazdy rozni sie od poprzedniego
Jedynie barwa papugi w klatce...................

*Aphilommen

Użytkownik "Stefan Sokolowski"

Drzewa w lasach truchlały od chłodu.
Potem ogień zapłonął na niebie --
wtedy nastał czas wzburzonej wody
i mej wczesnej miłości do ciebie.

Rosły liście, kwiaty, pędy, ciernie,
za straganów śmiały się owoce.
Przyszła pora bezprzytomnych spełnień,
dni za rękę i spoconych nocy.

Mgły poranne snują się nad rzeką,
odlatują ptaki, krótkie dni.
Odeszliśmy od siebie daleko,
ucichł tętent pulsującej krwi...

A ty ciągle piszesz gorzkie listy.
Ogień wygasł -- ty żądasz, by wrócił.
Jachtów miejsce zimą -- cicha przystań.
Jak zmartwychwstać ma dawne uczucie?

- Stefan



=============================

Jeszcze jesień przede mną w czerwieni
Choć mgły cicho się snują nad wodą.
Nie wyrzucaj, że wracam wspomnieniem
Do tych dni, gdzie wciąż trwa moja młodość.

Tylko wtedy, serce biło szalone,
Gdy wśród drzew, w zielonym mundurze
Przyjeżdżałeś uścisnąć mi dłonie,
Poprowadzić na wrzosowe wzgórze.

Słoneczniki się chyliły w ogrodach;
Wrzesień ciepły był, jasny, zielony.
Nie wyrzucaj, kiedy płynę jak woda
Do tych dni, do tych chwil wymarzonych.

Rok kolejny i... kolejna rocznica,
(A w tym, mija dokładnie czterdzieści
Lat, bez  listów i Twojego oblicza
Bez nadziei, i życia bez treści.

Wiem, za późno, bym mogła to wyznać,
Że wciąż wracam na wrzosowe wzgórze
Po te sny, które jeszcze przynoszą
Tamtą miłość w zielonym mundurze.


   Tego wieczoru wiatr zaczal narastac
   Deszcz padal czarny jak wrony
  Kwiaty otwarly sie i uda Urszuli
  Lecz ja musialem wyjasnic jej dlaczego
  nie moglem wtedy wejsc do jej ogrodu
  Lzy jak deszcz wiosenny splynely po jej twarzy
  ......



chyba uczucie stojace za tym wierszem jest  bolesne,
dla mnie dziwnie wypowiedziane ,
jesli jednak juz zostalo przyslane prosze posluchac tego

rak jest choroba nieuleczalna
smierc jest zjawiskiem nieodwracalnym
w smiesznym ubranku w pizamie pasiastej
podlewam pelargonie

pelargonie jak krew czerwone
pelargonie biale jak mleko
w blekitnym brzeku lata o zmierzchu
na szpitalnym balkonie

ptaki wroza rose doktorze
rosa biala furie upalow
ja podlewam nasze pelargonie
madry bialy doktorze

rak jest choroba nieuleczalna
zycie jest trescia niezwyciezona
trzeba uwazac w dni upalne
zeby nie zwiedly pelargonie



|    Tego wieczoru wiatr zaczal narastac
|    Deszcz padal czarny jak wrony
|   Kwiaty otwarly sie i uda Urszuli
|   Lecz ja musialem wyjasnic jej dlaczego
|   nie moglem wtedy wejsc do jej ogrodu
|   Lzy jak deszcz wiosenny splynely po jej twarzy
|   ......
chyba uczucie stojace za tym wierszem jest  bolesne,
dla mnie dziwnie wypowiedziane ,
jesli jednak juz zostalo przyslane prosze posluchac tego

rak jest choroba nieuleczalna
smierc jest zjawiskiem nieodwracalnym
w smiesznym ubranku w pizamie pasiastej
podlewam pelargonie

pelargonie jak krew czerwone
pelargonie biale jak mleko
w blekitnym brzeku lata o zmierzchu
na szpitalnym balkonie

ptaki wroza rose doktorze
rosa biala furie upalow
ja podlewam nasze pelargonie
madry bialy doktorze

rak jest choroba nieuleczalna
zycie jest trescia niezwyciezona
trzeba uwazac w dni upalne
zeby nie zwiedly pelargonie



   Wspanialy wiersz.Moze kiedys i ja cos takiego napisze
           Pa

Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju

Raz Jasio chłopiec z polotem
o sercu dzikim i czystem
gdzieś za bezpańskim płotem
napotkał ekosystem.

Rośliny rosły tam dzikuśkie
tak jak je sam pan Bóg postawił
z zachwytem Jasio rozwarł buźkę
i w botanice się rozpławił.

Osty, jeżyny, dzikie róże
kłujące, parzące i drapiące
doły, gałęzie, dziury w murze
to było na jasiowej łące.

Do tego cudnie bzy pachniały
i jaśmin i macierzanka,
I Jasio również waniał cały.
I utytłane miał kolanka.

Mama na obiad go wołała
na podwieczorek i kolacje,
rodzina cała go szukała
uodporniona na frustracje.

A Jasio był pomiędzy bzami
I chociaż późna pora
bawił się tam z rówieśnikami
nierzadko i w doktora.

Aż wujek Jasia co miał kompetencje
i ogrodnika wykształconą paszczę
chciał ograniczyć turbulencje
i nieco ochędożyć chaszcze.

I oto scena z Tati Jacqesa
wuj piosnkę sobie mruczy
sekator, ogród, serce ptaka
niech smarkacz w końcu się nauczy!

smutno)

Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju

Raz Jasio chłopiec z polotem
o sercu dzikiem i czystem
gdzieś za bezpańskim płotem
napotkał ekosystem.

Rośliny rosły tam dzikuśkie
tak jak sam pan Bóg je postawił
z zachwytem Jasio rozwarł buźkę
i w botanice się rozpławił.

Jeżyny, osty - i dzikie róże
kłuły, parzyły go, drapały
doły, gałęzie, dziury w murze
na tej Jasiowej łące istniały.

Do tego tak cudnie bzy pachniały
jaśminy, nawet macierzanka,
I Jasio również woniał cały.
I utytłane miał kolanka.

Mama na obiad go wołała
na podwieczorek i kolacje,
rodzina cała go szukała
uodporniona na frustracje.

A Jasio był pomiędzy bzami
I chociaż późna była pora
bawił się tam z rówieśnikami
nierzadko i w doktora.

Aż wujek Jasia co miał kompetencje
i ogrodnika wykształconą paszczę
chciał ograniczyć turbulencje
i nieco ochędożyć chaszcze.

I oto scena z Tati Jacqesa
wuj piosnkę sobie mruczy
sekator, ogród, serce ptaka
niech smarkacz w końcu się nauczy!



Po drobnych poprawkach maleńkich... jakbyś miał inną wizję, to się dorzuć,
przechodniu... ;-))
Magdalena

z polotem,
w stylu heniowym

dziękuję

maks brod

| Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju

| Raz Jasio chłopiec z polotem
| o sercu dzikiem i czystem
| gdzieś za bezpańskim płotem
| napotkał ekosystem.

| Rośliny rosły tam dzikuśkie
| tak jak sam pan Bóg je postawił
| z zachwytem Jasio rozwarł buźkę
| i w botanice się rozpławił.

| Jeżyny, osty - i dzikie róże
| kłuły, parzyły go, drapały
| doły, gałęzie, dziury w murze
| na tej Jasiowej łące istniały.

| Do tego tak cudnie bzy pachniały
| jaśminy, nawet macierzanka,
| I Jasio również woniał cały.
| I utytłane miał kolanka.

| Mama na obiad go wołała
| na podwieczorek i kolacje,
| rodzina cała go szukała
| uodporniona na frustracje.

| A Jasio był pomiędzy bzami
| I chociaż późna była pora
| bawił się tam z rówieśnikami
| nierzadko i w doktora.

| Aż wujek Jasia co miał kompetencje
| i ogrodnika wykształconą paszczę
| chciał ograniczyć turbulencje
| i nieco ochędożyć chaszcze.

| I oto scena z Tati Jacqesa
| wuj piosnkę sobie mruczy
| sekator, ogród, serce ptaka
| niech smarkacz w końcu się nauczy!

Po drobnych poprawkach maleńkich... jakbyś miał inną wizję, to się dorzuć,
przechodniu... ;-))
Magdalena




| Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju

| Raz Jasio chłopiec z polotem
| o sercu dzikiem i czystem
| gdzieś za bezpańskim płotem
| napotkał ekosystem.

| Rośliny rosły tam dzikuśkie
| tak jak sam pan Bóg je postawił
| z zachwytem Jasio rozwarł buźkę
| i w botanice się rozpławił.

| Jeżyny, osty - i dzikie róże
| kłuły, parzyły go, drapały
| doły, gałęzie, dziury w murze
| na Jasia lące miejsce miały.

| Do tego cudnie bzy pachniały
| jaśminy, nawet macierzanka,
| I Jasio również woniał cały.
| I utytłane miał kolanka.

| Mama na obiad go wołała
| na podwieczorek i kolacje,
| rodzina cała go szukała
| uodporniona na frustracje.

| A Jasio był pomiędzy bzami
| I chociaż późna była pora
| bawił się tam z rówieśnikami
| w berka a czasem i w doktora.

| Aż wujek Jasia co miał kompetencje
| i ogrodnika wykształconą paszczę
| chciał ograniczyć turbulencje
| i nieco ochędożyć chaszcze.

| I oto scena z Tati Jacqesa
| wuj piosnkę sobie mruczy
| sekator, ogród, serce ptaka
| niech smarkacz w końcu się nauczy!

Po drobnych poprawkach maleńkich... jakbyś miał inną wizję, to się dorzuć,
przechodniu... ;-))
Magdalena



Za pozwoleniem pozwoliłem sobie na kolejne niewielkie zmiany ;-)
Pozdrawiam
przechodzień


| Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju
(...)
| I oto scena z Tati Jacqesa
| wuj piosnkę sobie mruczy
| sekator, ogród, serce ptaka
| niech smarkacz w końcu się nauczy!

jest dostatecznie Toporna ;-)

a.



Najważniejsze, że Panu Maksowi się podobała.
:-)
za to go lubię

tytek


po burzy
znalazlem aniola
ze zmoknietymi skrzydlami

 (czy tak spadaja anioly?)

maly byl - aniol karlow
albo aniol od niewielkich spraw
- latwo sie zmiescil w klatce na ptaki
lubil siedziec na hustawce
(w lusterku byl drugi aniol)

nic niejadl
-zreszta co jedza anioly?

na wszelki wypadek przycialem mu skrzydelka
tak jak to sie robi golebiom
gdy zawedruja na obcy dach



 Jeremy,

Ty kochasz byty skrzydlate, prawda? To czuç w Twoich wierszach.
Ten podoba mi si´ bardzo - skŕd tyle okrucie stwa i chciejstwa w Twoim
pl-u,
który - rozpoznawszy anio?a - przycina mu lotki, by zatrzymaç go na
zawsze?
Us?ysza?am kiedyĘ takie zdanie: "Ludzie, którzy w ogrodach zoologicznych

hodujŕ tygrysy, w rzeczywistoĘci sŕ w stanie ocaliç od zag?ady jedynie
ich paski.
Prawdziwe tygrysy to wy?ŕcznie te *yjŕce na wolnoĘci, którym obecnie
grozi
ca?kowita zag?ada". Czy pragniesz ocaliç tylko skrzyd?a?...

Joanna


ale wyjątkowo czuję Herbaciany niedosyt
buuu...



Już naprawiam.

Pokój umeblowany

W tym pokoju są trzy walizki
łóżko nie moje
szafa z pleśnią lustra
kiedy otwieram drzwi
sprzęty nieruchomieją
ogarnia mnie zapach znajomy
pot bezsenność i pościel
jeden obrazek na ścianie
przedstawia Wezuwiusza
z pióropuszem dymu
nie widziałem Wezuwiusza
nie wierzę w czynne wulkany
drugi obraz
to wnętrze holenderskie
z mroku
kobiece ręce
nachylają dzbanek
z którego sączy się warkocz mleka
na stole nóż serweta
chleb ryba pęczek cebuli
idąc za złotym światłem
wchodzimy na trzy schody
przez uchylone drzwi
widać kwadrat ogrodu
liście oddychają światłem
ptaki podtrzymują słodycz dnia
nieprawdziwy świat
ciepły jak chleb
złoty jak jabłko
odarte tapety
meble nie oswojone
bielma luster na ścianach
to są wnętrza prawdziwe
w pokoju moim
i trzech walizek
dzień się roztapia
w snu kałuży.

(Zbigniew Herbert z tomu "Hermes, pies i gwiazda")

jasio



Pozdrawiam, Telik.

mój przecudny carewiczu, daruj sobie szczerozłotą uprząż.
gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.

-------------------
MAG


mój przecudny carewiczu, daruj sobie szczerozłotą uprząż.
gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.

-------------------
MAG



zdaje się, że Twój najlepszy wiersz. słabszy moment to te jabłka i
ogrody, ale może mają być nie słabsze, a bledsze, niż powalająca puenta.
  Lilith się zaczyna zużywać, a jednak wciąż jest atrakcyjna, kiedy ją
się odpowiednio zagospodaruje. Tu się udało.
Zatyka mnie ten wiersz, można w nim szperać za każdym czytaniem
znajdując coś nowego. Może jeszcze powiem co znalazłam, na razie delektuję.
k.

seahorse:

mój przecudny carewiczu, daruj sobie szczerozłotą uprząż.
gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.



imo bardzo dobry wiersz, bede go czytac jeszcze

weronika

"seahorse"

mój przecudny carewiczu, daruj sobie szczerozłotą uprząż.
gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.



 MAG

piekny wiersz
bardzo misternie tkany

Kajub


gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.



już lubię ten wiersz :)

a.

mój przecudny carewiczu, daruj sobie szczerozłotą uprząż.
gdy zechcę, wytrącę cię ze snu brzękiem podkówek o kamienne płyty
obcych dziedzińców, a u wezgłowia znajdziesz tylko zerwane powrósło.
nie spoczniesz, nawet gdy kłębek szeptuchy wplącze się w kolce głogu,
prawda? możesz mnie ukryć na ostrzu igły wewnątrz kutej skrzyni,
a samemu grzać o samowar posępne dłonie i dumać. na próżno
wyplatasz zmyślne pułapki z mocnego księżycowego drutu.
żar--ptak odarty z ognistych piór nie przestanie kraść jabłek
z cudzych ogrodów. jeśli chcesz, spal moje błoniaste skrzydła,
gdy śpię. jestem sukubem, najdroższym szczenięciem lilith.

-------------------
MAG



Smaczny ten wiersz. Lubię bajki, a rosyjskie szczególnie - maja taki swoisty
urok - Żar-ptak, Konik Garbusek, Sadko. A Ty bardzo umiejętnie wykorzystałaś
rekwizyty. No a wniosek jest jeden: nie pomoże nawet spalenie skrzydeł -
jeśli peelka zechce uciec ze szklanej klatki i tak ucieknie (ciałem czy
duchem).

 Â       pieśń o symfoniuszu XII ( grudniowa)

 Â       symfoniusz ma w sobie coś z ptaka
 Â       (bo ptaki mają coś z ludzkich marzeń)
 Â       gdyby natura nie poskąpiła mu skrzydeł
 Â       najpewniej wirowałby pierzastym obłoczkiem
 Â       wśród stada srebrno-białych gołębi
 Â       po słonecznikowych promieniach nieba...

 Â       a tymczasem z niespożytą energią
 Â       (niczym kret) przekopuje ogrodowe alejki
 Â       a na puchowej najczystszej bieli
 Â       rozwija latające dywany i odgraża się
 Â       że wiosną powyrywa wszystkie krzewy róż
 Â       które (nieopatrznie) posadziłam zbyt blisko trzepaka

 Â       aby tradycji stało się zadość
 Â       na ośnieżonym drzewku zapala złote gwiazdki
 Â       (z roku na rok coraz trudniej dosięgnąć czubka)
 Â       podgląda zza firanek jak dzieci lepią bałwana
 Â       i uszczęśliwiony mówi że już możemy świętować



Wiersz jest ładny, spokojny. I, mimo śniegu, bardzo ciepły.

Mistrz




--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


Hm. Ogólnie się podoba, ale pozostaje pewien niedosyt, kilka rzeczy mi nie
pasuje jakoś.
 "oddalony o staję
 albo staj zgoła tysiąc"
Jakoś mi to nie brzmi.



Jest taka opowieść o gołębicy niosącej wieść o śmierci Chrystusa.
Niosącej Słowo jak gałązkę oliwną wszystkiemu co żyje (to dlatego
wierzby płaczące, które wtedy nie uroniły łzy, muszą płakać po wsze
czasy). Lot ptaka mierzę w stajach. Niejeden spór w historii kościoła
wywołał czas między śmiercią a zmartwychwstaniem. Ja sobie podzieliłem.

" gorzki koszmar ogrodu" nie pasuje według mnie zupełnie.
A co sądzisz o tym:

| nie płacz mamo już nie płacz
| popatrz wcale nie krwawię
| wtedy sen to był tylko

coż, że śniłem na jawie...



Bo nigdy dość się nie umiera - jak pisał Niepoprawny Istnieniowiec.
Jest dwukrotne przeżycie śmierci, jest potrzeba wyartykułowania, że to
się naprawdę nie stało. No i jest koszmarna gorycz ogrodu oliwek.
Dlaczego? Ano z przeżycia, z wyobraźni, z samotności, z pokory i
pogodzenia z niezrozumiałym.

Niemożność przyjęcia takiej redakcji wypływa z faktu, że dla niego to
nie był sen (śniłem), a powiedzenie 'śniłem na jawie' przekreśla samą
kwestię, która ma być pocieszeniem, a jednocześnie przywołaniem 'ogrodów'.

Dziękuję.

w.

ogród zakwitł wiatr listkami poruszał zielonymi
pszczoły miodne szeleściły w rozległych pasiekach
dobywały małe nutki o kolorach kwiatów z polnej
łąki

mchem porósł zmurszały płot opodal leszczyn
ten który pośród pokrzywy i aromatycznego bzu
znaczył granice miejsc wiejskim gościńcom
w które hen lata temu odszedłeś

w tą siną dal rozdroży dróg rozstajnych
przed którymi strach na wróble stał wesoły
w skowronkach cały żadne ptaki niebieskie
go się nie bały

lekturą opowieści o królu arturze
i rycerzach okrągłego stołu uprzyjemniam czas
czekam na twe przyjście

stopy bose w ostrogach biegną na rubież
zielony szaniec drzew wiśniowych co zakwitły bielą
śnieżnych płatków cudem jutrzni brzasku
zmartwychwstając tym którzy równi bogu

subtelnej słodyczy cierpki smak wiśni
smakują ustami czują że mogliby pofrunąć
wznieść się w chmury marząc

w ogrodzie wiatr porusza zielone wątłe listki
pszczoły miodne szeleszczą w rozległych pasiekach
dobywając nutki kolorowych kwiatów z polnych łąk
mchem porósł płot ten zmurszały czasem osmolony
wśród pokrzyw aromatycznego bzu oznaczający granice
niegdysiejsze magiczne miejsca wiejskich gościńców

pamiętających leszczynowe łuki podobne do tęczy
pomarszczone garby pagórków hen lat temu minione
odszedłeś w siną dal na rozstaje dróg
przy których stał wesoły strach ze słomy
a skowronki ptaki niebieskie się go nie bały
śpiewały psalmy mówiące że powrócisz

czytam opowieści o królu arturze i rycerzach
okrągłego stołu u stóp gruszy uprzyjemniam czas
czekam na twe przyjście czas mi się nie dłuży
stopy bose w ostrogach biegną na rubież
zielony szaniec drzew wiśniowych co zakwitły
bielą śnieżnych płatków cudem jutrzni brzasku

dziś zmartwychwstaniemy w subtelnej słodyczy
cierpkich wiśni i pofruniemy w chmury marzeń
pijąc ze sklepowego geesu wino marki zaizajer
w kielichu z ostatniej wieczerzy

"elka-one"

Powiedz

Powiedz Szeherezado, co trzeba mieć w sobie,

Opowiedz proszę, Mahal, co trzeba uczynić,

Zdradź mi, Semiramido, czy twoje ogrody

oglądamy w rozpaczy wiecznotrwałe piękno
zsypując spopielone cienie w czarne urny.



Wiersz wyraźnie późnojesienny, pokryty liśćmi,
na których żerują już północne gawrony.
Punkt widzenia mocno zależy od przeźroczystości,
a ta z kolei od pór roku. Późną jesienią przeźroczystość jest najmniejsza,
co ciekawe, bo wczesną jesienią jest największa, a zimą też jest duża.
Zresztą co ja będę dużo mówił:

                          PORY ROKU

Przeźroczyste drzewo pełne ptaków przelotnych
O niebieskim poranku, chłodnym bo jeszcze śnieg w górach.

                                            Czesław Miłosz

pozdrawiam
s.

na progu ucichnie tęsknota

trzeba być daleko jak nigdy przedtem. odgadywać obce słowa
i własne myśli. zamknąć oczy i widzieć dokąd idziesz. przybliżać
i oddalać. omijać nieistotne. wierzyć

wrócisz. i opowiesz o domach i ogrodach z magnoliami. pokażesz
fotografie i te wszystkie miejsca którymi zachwycasz się teraz
pisząc: szkoda że tutaj was nie ma

chcę wiedzieć jak się czujesz gdy wieczorem kładziesz się spać
kiedy siadasz na progu przeszklonej werandy i patrzysz długo
jak wiruje różowy śnieg

zebrać w garść. usypać drogi ścieżki powracające. ptak poleci
jeśli zechcesz. niech ma turkusowe skrzydła. a po drugiej stronie
oceanu twój wymarzony dom. wystarczy wyciąć okna

Me(L)Isa


na progu ucichnie tęsknota

trzeba być daleko jak nigdy przedtem. odgadywać obce słowa
i własne myśli. zamknąć oczy i widzieć dokąd idziesz. przybliżać
i oddalać. omijać nieistotne. wierzyć

wrócisz. i opowiesz o domach i ogrodach z magnoliami. pokażesz
fotografie i te wszystkie miejsca którymi zachwycasz się teraz
pisząc: szkoda że tutaj was nie ma

chcę wiedzieć jak się czujesz gdy wieczorem kładziesz się spać
kiedy siadasz na progu przeszklonej werandy i patrzysz długo
jak wiruje różowy śnieg

zebrać w garść. usypać drogi ścieżki powracające. ptak poleci
jeśli zechcesz. niech ma turkusowe skrzydła. a po drugiej stronie
oceanu twój wymarzony dom. wystarczy wyciąć okna



Jak widać tęsknota pisze  ładne wiersze.
Wystarczy wyciąć okna.:-) Nie takie proste.
Pozdrawiam Rosa

1. UWAGA! NIEZDATNE DO SPOZYCIA
2. Traktuja jako ozdobe. Wieszaja na choinkach lub drzewkach w ogrodzie.

Vizvary *senior* Istvan schrieb in Nachricht

Witam wszytkich rezydentow z dodatkowym jezykiem niemeckim!

Mam drobne pytanko.

Bedac dzis w sklepie kupilem ptaka co sie nazywa "Junge polnische Ente" i w
porzadku. Wiem ze to kaczka. (Ponoc w UE jest sprzedawane na recepte, ze
wzgledu na duza zawartosc antybiotykow).
Natomiast znalazlem w takim duzym koszu pomarancze w dwukilogramowych
paczkach i napis na nich po niemecku jest nastepujacy:

"orangen NAVRLINAS
KLASSE I
konserviert  mit ortophenylphe .....
...
nicht zum verzehr geeignet "

pytanie:
1. Co to znaczy
2. Co wlasciwie robia Niemcy ( albo hiszpanie ) z tymi pomaranczami

--
Vizvary *Senior* Istvan Lodz




najwazniejsze rzeczy jakie w domu byc musza.

BR
Igus



No tak! Tylko, proszę : nie śmiejcie się!
Całe życie praktycznie mieszkam w blokach.Więc:

1. Pokój dzienny, duży otwarty na kuchnię, z wyjściem na ogród + duże okno
na ten ogród ;-)
2.Kominek z dużym, widocznym poaleniskiem np. o 3 szybach lub coś podobnego
;-))
3.Okolica: zalesiona, zagrzybiona i spokojna, mała społeczność mieszkańców.

Jeśli chodzi o sypialnie: to i tak będę tam tylko spał, komfort ma mi dać
świeże powietrze, ptaki itp.

Jak widzicie moje wymagania są małe i raczej dotyczą pokoju dziennego,
ogrodu i okolicy ;-)
Wiosną,latem i jesienią: ogród, altana i las będą moim "domem"!
Zimą: salonik z kominkiem, dużym oknem na ogród (sorki, powtarzam się ;-) )
i wspaniałymi zapachami z kuchni ( tak,tak jak się umie gotować to zapachy z
kuchni moga być wspaniałe ) będzie głównym miejscem pobytu domowników/gości
;-) i tyle albo aż tyle.

Mam zamiar głównie żyć...

Pozdrawiam sentymentalnie...

dajcie  .....zyc ...pataszki  tez musza  gdzies mieszkac ...u mnie z 3 cm szparka i z 20 gniazd mam
...w tym roku luzik  ...szpaki przegnały wroble i miałem z 4 gniazda szpaków tylko { ładniej śpiewają o 4
rano }

sr ..ą     ...ale mocny deszcz wszystko zmywa ...zreszta   bez kup  ...to dom wygładanie nienaturalnie
sztucznie ...co to muzeum
w Luwrze  ma byc czy co  ?  :)

mam pape i deski i nic sie nie dzieje  ..zyjemy w symbiozie  ....nie pryskam ogrodu na szkodniki ...ptaki
wszystko wyłapią ....

Jara

pietno dla pewnego weterynarza z gizycka na mazurach ktory dla znalezionego,
porzuconego przez rodzicow pisklecia golebia mial 2 rady: uspic lub
pozostawic samego sobie-jego zdaniem selekcja naturalna
pietno dla wladz gizycka bo szczyca sie rezerwatami ptactwa na jeziorach
przy gizycku a jak dowiedzialem sie od tamtejszej strazy miejskiej nie ma
tam nawet placowki ktora w razie potzeby zapiekuje sie potrzebujacym pomocy
ptakiem i trzeba jechac az do miejscowosci pisz
wazelina dla poznanskiego ogrodu zoologicznego bo ci pomagaja przygarniaja
ptaki a potem po odhowaniu wypuszczaja
i na koniec wazelina dla towarzystwa przyjaciol zwierzat salamandra w
poznaniu za pomoc w dotarciu do osob kompetentnych

ps.franek, mam nadzieje ze bedzie ci dobrze.trzymaj sie i rosnij w sile!:)

 "wilczysko"

Lasu brak...



ja mam swój las, co to całe dzieciństwo w nim przesiedziałam, nad
starorzecznym meandrem, co kilkanaście metrów poniżej skarpy ( tylko nogi
dyndały). Nad kamieniołomem, gdy spod stóp sypały się w przepaść kamienie i
darń, a widok na rzekę, zalew, mielizny porośnięte tatarakiem, lasy i
wzgórza - z lotu ptaka dosłownie.W starym ogrodzie, gdzie pod warstwą liści
i patyków odkryłam piękne lastrykowe chodniczki, przerośnięte młodym lasem i
rozsypanymi przez wojnę przedmiotami z pobliskiego domu - został z niego
tylko ślad fundamentu. Nad leniwą rzeką, czeszącą podwodne trawy płytkim
nurtem, płuczącą zawzięcie śnieżny piasek, by na głębszej wodzie muł
wchodził między palce stóp. Ile się napiszczałam na samo wyobrażenie tych
wielkich pijawek. Wreszcie - wcięty w ciało lasu mały strumyk z
mini-wodospadem co krok, na którym to budowało się wszelakie mosty, tamy i
marzenia - by las ten pozostał sam sobie i z dala od ludzi.

krysia

happy end, czyli jak sny bronią przed szaleństwem
---------------------------------------------------

biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie. jeszcze

nic o tym nie wie. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być tak ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila i...

......................................................................

zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
z rynien jednostajnie stukały krople wody. znajome

drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

Halszka


---------------------------------------------------

biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie. jeszcze

nic o tym nie wie. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być tak ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila i...

......................................................................



czyli życie

zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
z rynien jednostajnie stukały krople wody. znajome

drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki



czyli sen

;)

podobała mi się pierwsza część. Nawet kibicowałam.
:)
k.


WIOSNA

Przyszła Wiosna.
Na pierwsze nieśmiałe skrobnięcie
pobiegłem Jej otworzyć.
"Z tymi bałwanami" - mówi
"to strasznie mokra robota"
i pyta czy nie mam czegoś
do przepchania klepsydry.

A kosę to nosi ot tak.
Bo to teraz niebezpiecznie
na ulicy.



czy po zachwytach tutejszej Muzy:))) mozna dodac cokolwiek?
mozna sie tylko przylaczyc
przepychanie klepsydry - fantastyczne...
a mokra z balwanami robota - choc nie poprowadzila mnie droga rozmyslan Muzy
o milosci (hmm? choc nie wiem dlaczego?)
bardzo bardzo mi sie podobala....lekko ironiczne spojrzenie na dogasajace w
ogrodach balwany...opierajace sie stanowczej pani...

dzieki heniu

lola

ps. a za oknem powrocila pani zima...rowniez z kosa....ucina w pol spiewu
glosy okolicznych ptakow....


Smierc kotom!!!



Śmierć idiotom.

Morduja ptaki milionami rocznie.
Ja wole jak mi w ogrodzie spiewaja ptaki a nie sraja koty.



Ja wolę, jak mi śpiewa trochę ptaków, biega trochę kotów, a w piwnicy nie
śmierdzi aż tak bardzo szczurami...

Witam,

Krótkie hasło dla tych, którzy nie wiedzą (tak jak ja w weekend), co zrobić
z ewidentnie potrzebującym pomocy ptakiem: Centrum Rehabilitacji Dzikich
Ptaków "Ptasi Azyl" w warszawskim ZOO. Ogrody zoologiczne są zobowiązane do
pomagania dzikim zwierzakom, a w ZOO warszawskim mamy powołaną do tego
specjalną jednostkę. Strażnicy przy bramie głównej pokażą, gdzie z
delikwentem iść.

BTW, Ptasi Azyl prowadzony przez p. Andrzeja Kruszewicza. Trafia doń ok.
1500-1700 (!) ptaków rocznie, z czego ok. 50% wraca na wolność.

Pozdrawiam

Teo


Krótkie hasło dla tych, którzy nie wiedzą (tak jak ja w weekend), co
zrobić z ewidentnie potrzebującym pomocy ptakiem: Centrum
Rehabilitacji Dzikich Ptaków "Ptasi Azyl" w warszawskim ZOO. Ogrody
zoologiczne są zobowiązane do pomagania dzikim zwierzakom, a w ZOO
warszawskim mamy powołaną do tego specjalną jednostkę. Strażnicy przy
bramie głównej pokażą, gdzie z delikwentem iść.




azylu pisklaka. :-)


| Nagle, baardzo wysoko widze dwa czarne
| punkciki , lecące powoli - jastrzębie pewnie.. Lecą prosto w prąd
| zstępujący, lecą ... i znikneły :) Luzaki ;)

taa, piekna rzecz poobserwowac takie ptaki-luzaki :)



Wczoraj widzialem tez "byczego" jastrzebia na drzewie.. No chyba ze to
był sęp (ale wątpię ). Zdarzaja sie tez krogulce (u mnie na podworku,
wyjadal z misku psu :| ) kawki, szpaki, kosy, dziecialy w kilku
rodzajach,  Sójki,  a raz widzielem WILGE (jeden jedyny raz..siedziala
na dzrzewie w moim ogrodzie.. ale szczescie )

| PS: Ech, jak ja lubie lutową pogode  - raz pada że nic nie widać, a za
| chwile potem słońce , ze w oczy razi ...      <- od sniegu :)

jeszcze ciekawsze nam zostanie tzw
marcowo-kwietniowe wymiatanie.



 Wymiatanie ?? Chyba nie rozumie :)  

Pozdrawiam Pyjtera (z dołu)  


ja zalatwialam swoj dowodzik w
centrum w UMG, i mimo duzej kolejki - jakos szybko obsluguja.



Ja pół roku temu czekałem ponad 3 godziny (na Nowych Ogrodach). Ważne jest
by wcześnie przyjść po numerek, bo później automat oznajmia, ze jest
wyczerpany limit i "po ptakach". Nie wiem o której trzeba być, ale jak
byłem o 10:00, to już było za późno, następnego dnia o 8:30 byłem
pięćdziesiątyktóryś.
Wydawanie dowodów idzie jednak szybciej.

Chcialabym powiesic w ogrodzie (jesli to co mam pod domem to jeszcze jest
ogrod) karmnik dla ptakow, ale:
nie mam karmnika i nie mam czasu go zrobic, poza tym, wiem, ze to musialoby
miec jakies specjalne wymiary, by male ptaki z niego zarly, a duze nie.
mam wiec pytanie:
gdzie w warszawie moge kupic karmnik (za nieduze pieniadze)
a moze ktos z grupowiczow ma niepotrzebny.

Chcialabym powiesic w ogrodzie (jesli to co mam pod domem to jeszcze jest
ogrod) karmnik dla ptakow, ale:
nie mam karmnika i nie mam czasu go zrobic, poza tym, wiem, ze to
musialoby
miec jakies specjalne wymiary, by male ptaki z niego zarly, a duze nie.
mam wiec pytanie:
gdzie w warszawie moge kupic karmnik (za nieduze pieniadze)
a moze ktos z grupowiczow ma niepotrzebny.

--
nieustannie pozdrawiam - Malgorzata Karolina
"I smiech niekiedy moze byc nauka, kiedy sie z przywar nie z osob
natrzasa"
I. Krasicki



Witam,
w sobotę widziałam takie cuś  w OBI w Legionowie,
a skoro są w Legonowie to w innych pewnie tys:)
Wyglądał całkiem fajnie, tak jak robiony samemu.

Pozdrawiam

Decyzją powiatowego lekarza weterynarii zlikwidowane zostało schronisko dla
zwierząt i t.zw. ptasi azyl działające od lat przy warszawskim ZOO. Autor
tej decyzji  przyznaje, że  dopiero niedawni zapoznał się z podstawą prawną,
którą jest wymóg  kwarantanny zwierząt trafiających do ZOO. Dotychczas
placówka działała  w sposób nie zagrażający zdrowiu zwierząt przebywających
w ogrodzie zoologicznym, bowiem była od niego odizolowana dysponując
oddzielnym wejściem i wyodrębnionymi, odseparowanymi od reszty ogrodu,
pomieszczeniami i cieszyła się ogromnym powodzeniem. Ludzie przynosili tu
ranne ptaki, m.in. bociany,  które przychodziły do siebie. Wiele
egzotycznych zwierząt pochodziło z lotniska,  gdzie  odkrywano ich obecność
a bagażach podróżujących w trakcie kontroli celnych. Dziś  nie ma w
Warszawie podobnej placówki, co jest karygodnie w świetle przepisów o
ochronie przyrody.

Cytat za najnowszą Przyrodą Polską

Beno


Decyzją powiatowego lekarza weterynarii zlikwidowane zostało schronisko dla
zwierząt i t.zw. ptasi azyl działające od lat przy warszawskim ZOO. Autor
tej decyzji  przyznaje, że  dopiero niedawni zapoznał się z podstawą prawną,
którą jest wymóg  kwarantanny zwierząt trafiających do ZOO. Dotychczas
placówka działała  w sposób nie zagrażający zdrowiu zwierząt przebywających
w ogrodzie zoologicznym, bowiem była od niego odizolowana dysponując
oddzielnym wejściem i wyodrębnionymi, odseparowanymi od reszty ogrodu,
pomieszczeniami i cieszyła się ogromnym powodzeniem. Ludzie przynosili tu
ranne ptaki, m.in. bociany,  które przychodziły do siebie. Wiele
egzotycznych zwierząt pochodziło z lotniska,  gdzie  odkrywano ich obecność
a bagażach podróżujących w trakcie kontroli celnych. Dziś  nie ma w
Warszawie podobnej placówki, co jest karygodnie w świetle przepisów o
ochronie przyrody.



Ehh zaniosłam tam kiedyś chorą sroczkę. Pan weterynarz na powitanie
skwitował: "eeee sroczka? a po co to komu... ja rozumiem jakis
egzotyczny ptaszek ale sroczka? a poza tym juz nie żyje! Żegnam"
Co nie zmienia faktu, że to karygodne, iż zlikwidowano tego typu "placówkę".

Witam i od razu dziękuję za wszystkie posty. Przy okazji duzo się nauczyłam.
Melduję jak sobie poradziłam z mrówkami: Najpierw rozłożyłam ten syrop
cukrowy z kwasem bornym. Ale mi się zlazło mrówek ! Pewnie ze trzy mrowiska.

na dwór, więc poznałam ich sposób włażenia do domu. Wchodziły takimi
maleńkimi dziureczkami, które (jak się okazało) zostały po zamontowaniu
drzwi. Zakleiłam te dziurki, dodatkowo spryskałam podchlorynem to miejsce na
murze z zewnątrz, a karmnik już tylko z samym syropem cukrowym wystawiłam na
ogródek, no i mrówki już mi po chałupie nie łażą.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za zainteresowanie, co prawda, to nie wszystko
z nich do końca zrozumiałam :-)
Podrawiam
p.s. W ramach edukacji ekologicznej oglądam bociany z Przygodzic i sobie
kombinuje czyby w przyszłym roku nie podgladać gniazd ptaków, które są w moim
ogrodzie. Ciekawe czy takie kolorowe ptaszki (tak sobie wyobrażam sikorki ale
chyba sikorki w Polsce nie gniazdują... ?)i para słowików (tych nie
widziałam, ale je słychać) dadzą się podglądać tak jak bociany ?

Mam w ogrodzie takiego osobnika. Nie wiem jak się nazywa.



Pliszka siwa. A w ogóle - polecam pozycję typu "Ptaki Europy" albo
inny atlas ptaków - jest nieoceniony przy podpatrywaniu mieszkańców
bliższych i dalszych okolic.

Tak troche a propos tych miejskich mew z poprzedniego watku - czy jest w
sieci jakas strona z opisem ptakow przebywajacych w naszych miastach ?
Golebia i wrobla zna kazdy :-) Mieszkam na osiedlu niedaleko ogrodu
botanicznego i widuje cala mase zdumiewajacych ptakow. Czesc pewnie jest
tylko przelotem. Ale w tej dziedzinie chyba tez sie troche pomieszalo -
gawrony widuje przez caly rok - dawniej chyba odlatywaly wiosna ?
bTb.

Znajomy mieszkal w Nowej Zelandii a drugi importowal ten owlosiony
agrest z N.W.
i zawsze sie ich pytalem, czemu ten owlosieniec nie rosnie w Europie

moze ktos mi sprzeda sadzonke KIWI, jak wyrosnie drzewko to
bede zbieral dolary jak Pinokio, ktory zasadzil talary.



juz tera wiem Dariusz czemu nie ma Ciebie na pl.rec.ogrody  :)))

na moim tarasie  rosnie Aktinidia ostrolistna {arguta }
oraz Aktinidia pstrolistna {kolomikta}
popularnie  nazywane jako ,,kiwi ''
i zapewniam Ciebie ze rodza mi tylko owoce :(((
nadmienie jeszcze ze mieszkam w Europie a nawet w Polsce
sadzonki sa do nabycia w kazdej szkolce drzewek ozdobnych

a kiwi to chyba ptak .....
{Kiwi (Apterygidae), rodzina ptaków nielotnych, bezgrzebieniowych, z rzedu
strusiowatych.  }

............
Aktinidia (Actinidia), rodzaj z rodziny aktinidiowatych (Actinidiaceae),
obejmujacy ok. 30 gatunków pnaczy jedno- lub dwupiennych, o kwiatach bialych
lub rózowych, rosnacych we wschodniej Azji, od Indonezji do
pólnocno-wschodniej Syberii.
........
Niektóre gatunki uprawia sie ze wzgledu na jadalne, soczyste jagody (o duzej
zawartosci witaminy C), np. aktinidie chinska (Actinidia chinensis)
poczatkowo hodowana na duza skale w Nowej Zelandii, obecnie zas znacznie
szerzej, np. w Kalifornii czy we Wloszech (jej owoce zwane sa
kiwi).Aktinidia ostrolistna (Actinidia arguta) i Aktinidia pstrolistna
(Actinidia kolomikta) to czeste rosliny ozdobne.

pozdr
Jara

MELBOURNE - gdzie ??? (a masz Google ;-)

Przepraszam że tak zapytam z ciekawosci. A gdzie to jest ??
Pozdrawiam
--jamez--

| Ciekawi ludzie jestescie, wszyscy chca pogadac ale nikt sobie nie zada
trudu
| zeby dwa zdania do kupy sklecic.  Pozwolcie ze sprobuje Wam pomoc
| wystartowac.  Temat jest pogoda.  Wreszcie po najmokrzejszym i
| najzimniejszym pazdzierniku od 27 lat zaczela sie wiosna pelna geba.
| Wczoraj 27 dzisiaj 25, fantastycznie, cale dnie krece sie po ogrodzie i
juz
| jestem calkiem niezle opalony.  W ogrodzie zawsze cos ciekawego sie
dzieje,
| z pobliskiego parku narodowego (2km) przylatuje ponad 35 gatonkow ptakow
i
| niektore wyzadzaja trocho szkod, na przyklad Rozele zjadaja swieze
paczki
i
| liscie z kamelii i Bottlebrush.  Ale za to inne mozna z przyjemnoscia
| obserwowac godzinami, jak na przyklad Honeyeater, wielkosci motyla,
wcale
| sie nie boi, lata mi przed samym nosem i wcina nektar z kwitnacej
cytryny.
| Kilka dni temu bylem sprawdzic czy nad oceanem juz wystarczajaco cieplo,
| kolezanka chce figlowac na skalistym wybrzezu tak zeby huk fal zagluszal
jej
| jeki.  Hej, gdzie tylko zechce, jest naprawde warta extra staran.
Troche
| daleko, prawie 45 minut autostrada ale przeciez nie odmowie ... .  Nie
ma
to
| jak wiosna, lato moze bys troche ciezkie do zniesienia, w dzien 45, w
nocy
| 32, lezy czlowiek rozkrzyzowany, struzki potu laskocza i nie pozwalaja
| zasnac ale przewaznie butelka rumu pomaga w koncu zasnac.  Okay, to jest
| poczatek pogaduszek, kto nastepny?

w



ptak bez skrzydeł
śpiewajac myli słowa
[...]
bogdan.p

rozumiem iż ptak jest metaforą ukierunkowaną na tytuł, ptak bez skrzydeł,
mógłby symbolizować brak nadziei, krzywdę, ale, za dużo w tym wszystkim
przyrody opis ptaka ujętego w typowe ramy jego świata, gubi



człowieczeństwo,

Nie wiem co autor miał na myśli, ale przemawia do mnie skaleczenie istoty
ludzkiej pozbawieniem jej skrzydeł.

Bóg z kolei  jest uosobieniem wartości szlachetnych,  doskonałych,(ogólny
stosunek w środowisku) to ziarno zła zakorzenione w ludziach nie pozwala
osiągnąć zasad dekalogu lub chrześcijańskiego wzoru dobroci i
nieomylności,
wątpliwy zatem wydaje się płacz Boga,



W zasadzie masz rację Arturze. Ja patrzę (upraszczam) na to w ten sposób:
Gnostycy (i pseudognostycy) mają swojego boga ukrytego i ułomnego demiurga.
Pierwszy pojawia się rzadko w epifanii, drugi - w zależności od odłamu
gnozy - jest szalonym architektem, lub zgorzkniałą istotą, która pozostawiła
świat samemu sobie (albo jeszcze czymś zupełnie innym : ). Dwie postacie w
utworze są niepełne: człowiek i bóg (małą ze względu na niepewność o którego
chodzi ; )

Za to wszystko co wokół wydaje się obdarzone dodatkowymi zmysłami (jakie to
niesprawiedliwe)

Ułomny demiurg stworzył ułomną istotę ludzką... Można też inaczej, jak
Leśmian (w "Żołnierzu"), postawić kalekiego człowieka obok kalekiego
"boga" - gdzie obaj zostali "skoślawieni tą samą ręką". Nie pamiętam czy
poza Ogrodem Oliwnym Chrystus kiedykolwiek w Ewangelii płacze (pewnie tak),
ale na pewno nie na temat nieudolności stworzenia. Masz rację, że to zawsze
człowiek płacze nad sobą zaplątując w to własnych bogów, ale jakże miło
czasem pozbyć się odpowiedzialności za siebie : )

pewnym uniwersalizmem, zwykłe stwierdzenie, że Bóg płacze nie daje
pożądanego efektu, zapewne zamierzonego przez Ciebie efektu zaprzeczeń.



Masz rację : )

Ogólnie zatem wiersz nie przemawia, nie trąca i nie chwyta uściskiem za
emocje.



Jedyne moje usprawiedliwienie: nie jest zły : ) Bogdan próbował chyba nowego
orfeusza nakreślić. Antyorfeusza, który po skaleczeniu potrafi tworzyć ; )

w.


Piosenka o Jasiu, ogrodzie i wuju
(...)
I oto scena z Tati Jacqesa
wuj piosnkę sobie mruczy
sekator, ogród, serce ptaka
niech smarkacz w końcu się nauczy!



jest dostatecznie Toporna ;-)

a.

*wszelkie podobieństwa do osób i miejsc, a w szczególności do pani Anny
D. i ogrodu karmelitów są niezamierzone i przypadkowe
**nazywanie kobiet 'babami' woła o pomstę do nieba, że o pysku nie wspomnę



Akurat bardzo podobna pani do pani Anny D. lubi wiersze o babach. Wiem bo widziałem
na własne oczy jak śmiała się słuchając wierszy o babach, które na dodatek zostały
na końcu zjedzone przez Brunona Jasińskiego :-)

    MIĘSO KOBIET

    Pszehodząc pszypadkowo pszez ćenisty pasaż
    mimo palm kiwających śę jak senny palec
    zobaczyłem kobietę, kturą rąbał masaż
    i układał na ladźe, kawał po kawale.

    Kszyczały na gałęźah żułte ptaki timur.
    Kołysały głowami i muwiły tata.
    Pszez zapah ćał kobiecyh ostszejszy od dymu
    stuk rytmiczny tasaka jęczał i dolatał.

    Zeskoczyły w podskokah shody z karku pięter.
    Biły głową o śćanę i nie mogły trafić,
    kiedy wybiły otwur, wyszedłem nim lente
    i na placu olbrzymim połknęła mńe gawiedź.

    Whodziły blade pańe do ćemnyh garsońer,
    rozpinały w pośpiehu bluzki pod żakietem,
    gdy z zapalonym lontem na barkah kanońer
    stszeliłem z głowy w ńebo czerwoną rakietę.

    Ńe liżće ust kohankom, leżąc im na brzuhu!
    Jedzcie je ze śmietaną i łykajće z cukrem!
    Hude szynki dźewczynki są pszedziwńe kruhe
    i dobry jest kobiecyh muskularnyh nug krem.

    Jak wiele cudnyh sokuw ćało kobiet mieści,
    cuż wiesz o tym, hoć zdźerasz sukńe jak firanki,
    donżuańe, co ćało swojej pani pieścisz,
    a kturyś żadnej jeszcze ńe pożarł kohanki.

    Poczekajcie, ńe gwałćće, ńe pieśće, ńe bodźće!
    Ńeh znowu dźewicami żemia śę zaludni!
    Usa twoje, jak gąbka umaczana w ocće,
    są mi dziwńe ńedobre, gożkawe i nudne.

    Pszyszłaś do mńe bez sukni, powiedźałaś: ńe rusz!
    Będźesz odtąd mńe kohał tylko jak brat śostrę.
    Gdy podeszłaś do lustra zdejmować kapelusz,
    w karku twym tłustym zęby zatopiłem ostre.

    Pożerajcie kobiety z octem i na suho!
    Pszetańće z nimi robić swoje nudne świństwa!
    Kohankowie, noszący swe kohanki w bżuhu,
    nadhodzi wasza era: nowe maćeżyństwo.

Zdarza się, że wysyłacie tutaj teksty uznanych twórców, a może
po prostu te, które się Wam podobają.
Więc i ja z najlepszymi świątecznymi...dedykuję Wam tekst piosenki Maćka
Maleńczuka pt. " Sierpień w Krakowie " (proponuję posłuchać z muzyką ; może
numer nie ma nic wspólnego z tymi świętami, ale jest chyba najbardziej
subtelny, jeśli tak można powiedzieć ;-)

zapraszam...

Sierpień w Krakowie a miał być gdzie indziej
ale tam to już tylko mogłem stracić swe życie
nieważne znów jestem

Już bledsze światło i nerwowe ptactwo
złote muchy obsiadły gruszkę
i w słońcu uczta

to już jesień

Powoli smutek podchodzi do serca
co z tobą smutku zrobić - może wypić?
może wyjechać i nie wrócić?

Spójrz liście jak zwykle są ponad banałem
spadają z drzew spadają już jesień
spadają liście

Czarnych kociąt tutaj nie krzywdzi nikt
więc ufne są a nawet zaczepne
i wszystkie kąty są dla nich

Tylko ich matka tak patrzy

Pod jabłonką  w ogrodzie herbata bez cukru
można się przyzwyczaić miło mieć
taki mały miły ogród

Czy tego nie jest za dużo
Czy tego nie jest za dużo
Szaride! szaride!

Wystarczy wyjrzeć przez okno
za woalką z mgły i dymu miasto
skromnie kryje się

Różowo zielono przez konary drzew
słońce zachodzi i wieczór w prześwitach
i ptaki się denerwują

Jest jeszcze tak ciepło
czemu się śpieszą przecież miało nie być zimy
czemu pod skórą każdy nerw mi drży
może wyjechać i nie wrócić

Może...

1988

Tekst M. Maleńczuka ( + muzyka, o ile to możliwe ) poleca dzisiaj
Basia. Cześć!

Konrad Kotecki
"Joanna"

| w mym pokoju
| panuje cisza
| goni mnie
| twój cień
| a firanki szaleją
| na wietrze...

Pozwolę sobie być nieco pragmatyczny i obrzydliwie dokładny w wyszukiwaniu
nielogiczności tekstu.
Zapytam więc autora, jak to jest możliwe, że to "szaleństwo" firanek na
wietrze jest bezgłośnie?
Czytając taki tekst od razu w głowie generuje się szum poruszanego
materiału
i brzęk dźwięczących o karnisze metalowych żabek. Nie ma mowy o ciszy, to
raczej jest hałas wypełniający pokój niepokojem i chaosem.



Pozwolę się nie zgodzić na taki odbiór wiersza.
Otóż p-lka wyszła ze swego pokoju, więc panuje w nim idealna cisza.
Przedtem zdjęła z okien firanki, uprała je i rozwiesiła w ogrodzie.
Sama z ukochanym,  zabawia się w berka, albo chowanego;-).
Jest ciepło słonecznie i "Twój cień mój całuje".
Tymczasem, wiatr psotnik zaszalał w firankach, porozrzucał jak suche liście,
 pozaczepiał o drzewa, potargał, aż p-lka wzięła się za głowę, że tak
niewiele
 potrzeba firankom;-)
A i jeszcze jedna uwaga, firanki już nie wiesza się na żabkach, ale na
specjalnych plastikowych "wózeczkach", umieszczonych w plastikowych
karniszach;
zupełnie nie wydają dźwięku:-) A przy otwartym balkonie, wiatr targa nimi,
jak żaglami w czasie sztormu.(10 w skali boforta)

Sugerował bym użycia zupełnie innego czasownika.
Zamiast "szaleją" może użycie "kołyszą", albo jeszcze zupełnie
inaczej: a firanki za każdym razem jak ptaki... Czy coś w tym stylu :-)
Aby
opisać ruch nie koniecznie trzeba go łączyć z dźwiękiem. Można go
skojarzyć
z czymś, co taki ruch wykonuje w sposób naturalny.



Oczywiście, tutaj się zgadzam; firanki są jak ptaki:-) albo żagle...

Pozdrawiam
Hal

ps.
bardzo interesujące te Twoje wypowiedzi,
lubię jak tak żonglujesz...

H.

Wielce Szanowny Przedpiśca
- albo ma źle zrobiony kominek
- albo nie potrafi w nim palić (brak tej umiejętności naprawdę nie uwłacza
:-)
- albo po prostu nie lubi w nim palić (to też nie jest ujmą)



..a acan często się tak myli? Wyrazy współczucia.. A ja lubię palić kiedy chcę i
mam na to ochotę.

Natomiast próba implantowania co najmniej jednej z tych cech szeroko
pojętemu ogółowi trąci (dla mnie) stosowaniem zasady "a zobaczycie, że ja
mam zawsze rację - a jak jej nie mam, to też mam".



..znowu nie trafiłeś, ale Ty na pewno mi nie uwierzysz..

Nie podejrzewam, iż W.Sz.P. stara się w Jego salonie zachować warunki
charakterystyczne dla komory laminarnej. Jeśli poprzednie zdanie jest
prawdziwe, to pozwalam sobie przypuszczać, że oceniając czystość wielu
salonów (nazwijmy je umownie czystymi) W.Sz.P. nie byłby w stanie na
podstawie poziomu zanieczyszczenia ocenić, czy jest w nich kominek, czy też
nie. Czy zatem nie prościej stwierdzić "Ja nie lubię palić w kominku" ?



..co za przenikliwość i błyskotliwość wyciągania wniosków. Gratuluję..


diametralnie odmienne. Jego "filozofia życia" to właśnie "...żeby powrócić
do korzeni, żeby właśnie palić w kominku, mieszkać w drewnianym domu, nosić
drewno na opał, samemu je
rąbać."  Jako, że sam również mieszkam od kilku lat "w lesie" , gdzie przez
okna zaglądają mi do domu sarny, a o świcie budzą mnie ptaki,  mogę pozwolić
sobie na stwierdzenie (w ramach tej właśnie "filozofii życia"), że taki dom,
w którym jest żywy ogień  - żyje. To zapewne atawizm, ale wielu ludziom jest
z tym dobrze. I takiego życia za żadną cenę nie zamieniliby na inne,
bardziej "cywilizowane".



..z dwoch stron mojego domu jest lasw zasiegu ręki(dosłownie), w przeciwieństwie
do Ciebie sarny nie zaglądają mi przez okno, bo musiałem się od nich skutecznie
odgrodzić, ponieważ zjadały mój wspaniały ogród (chyba nie masz ogrodu?). Ptaki
mnie nie budzą o świcie bo lubię sobie pospać, a mój dom nazwałbyś martwym jak
zdechła ryba, bo palę w kominku raz na tydzień. Acha, nie będę mówił jaki
jesteś, dopowiedz sobie sam


happy end, czyli jak sny bronią przed szaleństwem
---------------------------------------------------

biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie. jeszcze

nic o tym nie wie. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być tak ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila i...

......................................................................

zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
z rynien jednostajnie stukały krople wody. znajome

drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

Halszka



Jednak jesteś strasznie niecierpliwa, Hal. Wakacje :)
Po dwóch tygodniech bez żony i bez męża ludzie szaleją. Nawiedzani
przez duszne lipcowe sny zaczynają wpadać w koszmar nawet pośrodku
dnia. Pierwsza część miała być dynamiczna; nie wiem czy nie za bardzo
wygładziłaś, schowałaś emocje w słowach ciągnących się momentami jak
makaron refleksji na którą we śnie (chyba) nie ma miejsca. Sny
wypełniaja naszą potrzebę makabry i tragizmu właśnie wtedy, gdy tych
brakuje w życiu. Są męczarnią, a jednocześnie pełnią istotnie funkcję
terapeutyczną.

Przekonuje mnie Twoja peela jako posenna rekonwalescentka. Ta, która
nie musi powracać, bo potrafi odnaleźc oparcie w rzeczywistości
poranka. Tytuł jest IMO zły. Wykłada kawę na ławę - to co robi masz
pomiędzy częściami; po co powtarzać? Może można znaleźć lepszy?

w.

Mercedes :
<| happy end, czyli jak sny bronią przed szaleństwem

Ten tytuł podoba mi się, ale dałabym go do zupełnie innego wiersza. I że
się
jeszcze powtrącam: chciałabym, czytając, mieć wątpliwości, gdzie jawa,
gdzie
sen. Rozumiem, że sny spisywane na gorąco nie pozwalają na dystans, ale
teraz, po paru dniach - czy dałoby sie coś z tym zrobić?



Czy masz na myśli tylko  "zabieg" czysto graficzny??
Np., takie "wymieszanie"?:

pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę
----------------------------------------------

 biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
 jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
 nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
 choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

 zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
 świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
 dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
 z rynien jednostajnie znajomo stukały krople

 ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
 krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
 dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
 płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie...

 drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
 z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
 potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
 cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

... nic o tym nie wiem. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być tak ślepa. ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila...

Hal
Pozdrawiam
Mercedes



Czy masz na myśli tylko  "zabieg" czysto graficzny??
Np., takie "wymieszanie"?:

pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę
----------------------------------------------
 biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
 jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
 nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
 choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy
(...)
Hal



Źle się czuję wtykając palce w cudze. Cóż, kiedy lubię ten wiersz i bardzo -
nowy tytuł. I czytam po swojemu. Pomiędzy jawą a snem jest czas na rozmowę,
wtedy jeszcze do końca nie wiadomo, co snem, a co jawą. W Twoim
"przemieszaniu graficznym" wciąż rozgraniczenie światów zdawało mi się
oczywiste. U mnie bywa tak:

pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę
----------------------------------------------

 zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
 świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
 dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
 z rynien jednostajnie znajomo stukały krople

 biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
 jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
 nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
 choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

 ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
 krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
 dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
 płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie...

 drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
 z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
 potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
 cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

... nic o tym nie wiem.  jak mogłeś to tak ukrywać.
pewnie też jest twoje. ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila...

I pobabrałam w ostatniej zwrotce, żeby skleić z poprzednią. Ale tak

nie podejmuję jakem

Mercedes Przestawiająca

Mercedes

| pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę



(...)

Źle się czuję wtykając palce w cudze. Cóż, kiedy lubię ten wiersz i
bardzo -
nowy tytuł. I czytam po swojemu. Pomiędzy jawą a snem jest czas na
rozmowę,
wtedy jeszcze do końca nie wiadomo, co snem, a co jawą. W Twoim
"przemieszaniu graficznym" wciąż rozgraniczenie światów zdawało mi się
oczywiste. U mnie bywa tak:

pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę
----------------------------------------------

 zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
 świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
 dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
 z rynien jednostajnie znajomo stukały krople

 biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
 jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
 nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
 choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

 ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
 krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
 dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
 płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie...

 drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
 z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
 potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
 cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki
... nic o tym nie wiem.  jak mogłeś to tak ukrywać.
pewnie też jest twoje.  ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila...
I pobabrałam w ostatniej zwrotce, żeby skleić z poprzednią. Ale tak

nie podejmuję jakem

Mercedes Przestawiająca



Dzięki za "pobabranie", myślałam i o takim przestawieniu;
może Twoja wersja jest najlepsza, bo sugeruje, że prawdziwa
historia dzieje się po przebudzeniu, więc napięcie wciąż wzrasta
i czytelnik nie dowie się do końca, czy z tego powodu peelka
będzie zrozpaczona, czy uradowana;-)

Dzięki, jestem Twoją dłużniczką

pozdrawiam
Hal

pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę
----------------------------------------------

 biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
 jakimś łańcuchem  kablem od żelazka. młotkiem
 nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
 choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

 zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
 świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
 dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
 z rynien jednostajnie znajomo stukały krople

 ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
 krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
 dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
 płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie...

 drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
 z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
 potem usiadł na zielonych poduszkach winorośli
 cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

... nic o tym nie wiem. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być tak ślepa. ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila...



Hal, ta wersja msz :) bardzo, dobrze się zaplata. Wcześniej był straszny
rozdźwięk obu światów, a przeciez przebudzenie jest wszystkim innym niż
jasnym podziałem na przed i po. msz przemieszanie bardzo pomogło na plus.

no i zdecydowanie ten tytuł:
 pomiedzy jawą a snem jest czas na rozmowę

pozdrowienia,
bee

PS. masz za oknem mandarynki? zauważam powtarzający sie motyw.. ;)

Dwójka

Ty jesteś miastem, my zegarem.
Jesteśmy strażą bramy przed skałą.
        Dwójka.
Po twojej lewej, po twojej prawej,
Rano, wieczór, w nocy, we dnie
        Śledzimy Cię.

Mądrzej nie pytać co się przytrafiło,
Tym, którzy światu się sprzeciwili;
      Dla nich
Byliśmy wirem wodnym, byliśmy rafą,
Byliśmy - jawnym koszmarem, żalem
      I nieszczęśliwą różą.

Wejdź na żurawia, ucz się słów żeglarza
Kiedy z wysp ciężkich od ptaków okręty
       Wpływają.
Powtarzaj, swoje historie o rybach, cudzych żonach:
Skrępowanych losów wylewne momenty
      W rozświetlonych  gospodach.

Jednakże nie sądź, że nie wiemy,
Że co ukryjesz, nie wyjdzie na jaw
      Od razu.
Nic się nie dzieje, nie mówi się także,
Ale nie pomyl się widząc w nas zmarłych:
      Nie zatańczę.

Obawiamy się, że będziesz upadek mieć.
Ponad murem ogrodu śledzimy Cię
      Godzinami.
Niczym plama niebo pociemnieje,
Niczym deszcz opadnie coś z niego,
     I nie będzie to kwiat.

Kiedy zielone pole odrywa się jak wieczko
Wielokroć lepiej skryte ukazuje liczko:
      Nieprzyjemne.
I spójrz, za tobą, bez dźwięku
Las podchodzi i półksiężycem staje
      W śmiertelnym kreszendo.

Rygiel wślizguje się w wyżłobienie,
Za oknem czarny przeprowadza -
      czy furgonetki.
I teraz, w nagłym, wartkim wynurzeniu
Przychodzi kobieta w ciemnych okularach, garbaci chirurdzy
      I nożycoręki.

To może się zdarzyć dnia każdego,
Więc uważaj co mówisz, kolego,
      Lub czynisz.
Bądź czysty, schludny, oliw zamek
Przystrzyż ogródek, nakręć budzik,
      Pamiętaj o Dwójce.

dwóch (lub świadkowie)

ty jesteś miastem a my zegarem
my strażnikami bramy w skale
i jest nas dwóch
po twojej lewej i twojej prawej
śledzimy w dzień i w nocy nawet
twój każdy ruch

mądrzej nie pytać co się przytrafia
lekceważącym nasze prawa
dla takich cóż
byliśmy wirem byliśmy rafą
ceremonialną zmorą, skargą
i smutkiem róż

na dźwig się wdrap i ucz się komend
gdy statki z wysp ptakami obciążone
rzucają trap
wchodź i mów o swoich rybach i żonach cudzych
rozległe marzenia ściśniętych ludzi
w świetle knajp

a nie myśl sobie, że nie wiemy
bo w oka mgnieniu odkryjemy
co ukryć chcesz  
nic się nie stało nic nie powiedziało
jednak nie pobłądź zgubną wiarą
w naszą śmierć

bo przykre upadniesz z tego powodu
patrzymy na ciebie zza muru ogrodu
od lat
niebo ciemnieje tak jak plama
coś spaść jak deszcz ma zamiar
i to nie będzie kwiat

gdy zielone pole odrywa się jak wieko
odsłaniając coś lepiej schowanego
niemiło jest
popatrz za tobą bez żadnego dźwięku  
drzewa wyrosły stają w półokręgu
w śmiertelny sierp

rygiel sunie swoim wyżłobieniem
za oknem czarny czyściciel-
i wóz
teraz z raptowny objawieniem
kobieta w ciemnych okularach
chirurdzy zgarbieni
i z nożycami nadchodzi któż

to może się zdarzyć w każdej chwili
więc bądź ostrożny cokolwiek czynisz
i bacz swych słów
bądź czysty schludny smaruj zamek
przycinaj ogród nakręcaj zegarek
pamiętaj o dwóch

Uch,
ciężko było, efekt mizerny.

pozdrawiam
z nadzieją, że dopowiesz, Łukaszu,
co podoba Ci się w "The Two".

Juliusz Wnorowski

Witam,

| a jak ogród w Powsinie o tej porze roku?

A tak:

Ogród Botaniczny PAN w Warszawie-Powsinie w ferie szkolne

W okresie ferii od 9 do 24 lutego Ogród Botaniczny PAN będzie otwarty
codziennie w godzinach od 10 do 16.

Co kwitnie w Ogrodzie?

Przychodząc do ogrodu możemy zobaczyć wczesną fazę budzącej się przyrody.
Wysoka temperatura jaka panowała w styczniu spowodowała, ze już możemy
obejrzeć kwiaty rozwijające się na niektórych krzewach.

Obecnie w pełni kwitnienia znajdują się krzewy oczarów japońskiego i
pośredniego, które choć pojedynczo niepozorne to jednak dzięki obfitemu
kwitnieniu są bardzo widoczne i cieszą nasze oczy zapowiedzią szybko
nadchodzącej wiosny.

Kwitnie też kalina wonna, której białe i różowe kwiaty są już widoczne z
daleka. Dodatkowo kwiaty te wydzielają bardzo przyjemny zapach odczuwalny
już z odległości kilku metrów.

Rozpoczyna też kwitnienie krzew, który w naszej florze zakwita jako
pierwszy jest nim będący pod ścisłą ochroną występujący w lasach wawrzynek
wilczełyko.

Wprawni obserwatorzy z pewnością zobaczą wychylające się z ziemi pąki
śnieżyczki Elwesa, a jeśli ciepła aura utrzyma się jeszcze kilka dni to
być może pokażą się też kwiaty śnieżyczki przebiśnieg i śnieżycy
wiosennej.

Spacerując po ogrodzie warto poobserwować i posłuchać ptaków, które
zaczynają już śpiewać nieco radośniej.

Jeśli zmarzniemy na tym wiosennym spacerze to warto odwiedzić szklarnię a
w niej wiele roślin tropikalnych, które są atrakcyjne przez cały rok a
szczególnie podczas kwitnienia.

Będziemy mogli jeszcze podziwiać kończącą kwitnienie kolekcję kamelii.

Te piękne i duże kwiaty krzewów z rodziny herbatowatych kwitną od
listopada do lutego.
Ich pełne lub pojedyncze kwiaty mogą być białe różowe, czerwone, purpurowe
lub nawet wielobarwne.

Kwitnie też wiele sukulentów szczególnie pochodzących z półkuli
południowe, gdzie obecnie jest już koniec lata, a szczególnie aloesy,
gasterie i haworcje. Można też obejrzeć rozpoczynające kwitnienie
storczyki, rośliny cytrusowe oraz wiele innych bardzo ciekawych gatunków.



(...)

Szuwaks,- zadziwiasz mnie!!;-)  - Ty tak lirycznie tak sam z siebie, czy
jednak skąds to pożyczone?
:-)

p47


Po drugie, obowiazkowa rozmowa z osobami ktore dokarmiaja okoliczne



koty.

Smierc kotom!!!
Morduja ptaki milionami rocznie.
Ja wole jak mi w ogrodzie spiewaja ptaki a nie sraja koty.

MH

Witam! Gdzie w internecie znajdę nagrania spiewu polskich ptaków. Jest
wiosna, w parku, ogrodzie słyszymy śpiew ptaków. Niestety kłopot z
rozpoznawaniem śpiewaka.
Pozdrawiam Edek.
Witaj,

W Twoim liście datowanym 30 maja 2004 (21:28:19) można przeczytać:

zWitam! Gdzie w internecie znajdę nagrania spiewu polskich ptaków. Jest
zwiosna, w parku, ogrodzie słyszymy śpiew ptaków. Niestety kłopot z
zrozpoznawaniem śpiewaka.

Mam cos takiego:

01 - Lesny poranek.mp3
01 - Slowik szary.mp3
02 - Rudzik.mp3
02 - Sowa, sowki, soweczki.mp3
03 - Sikorki i inne ptaki.mp3
03 - Zieba.mp3
04 - Powroty I.mp3
04 - Spiewak.mp3
05 - Dzwonce, jaskolki, strzyzyki, zieby.mp3
05 - Paszkot.mp3
06 - Czajka.mp3
06 - Strzygly, kulczyki, pleszki, pokrzewki.mp3
07 - Kawki, sroki, wrony, zaby jadalne.mp3
07 - Kszyk, slonka, cyranka.mp3
08 - Gawron.mp3
08 - One tez lubia spiewac.mp3
09 - Czapla siwa, slepowron.mp3
09 - Dziecioly.mp3
10 - Slowiki.mp3
10 - Zuraw.mp3
11 - Labedz krzykliwy.mp3
11 - Sejmik kawek.mp3
12 - Kukulka.mp3
12 - Rokitniczka, derkacz.mp3
13 - Derkacz.mp3
13 - Zaby europejskie.mp3
14 - Lozowka, kukulka, gajowka.mp3
14 - Ptaki i zaby.mp3
15 - Powroty - solo.mp3
15 - Strumieniowka.mp3
16 - Drozdy, spiewaki I.mp3
16 - Swierszczak.mp3
17 - Jarzebatka, kos, slowik szary, derkacz.mp3
17 - Ptaki i zaby przed zmierzchem.mp3
18 - Ptaki, zaby - milosne euforie.mp3
18 - Rycyk, kszyk.mp3
19 - Gegawa.mp3
19 - Mewy srebrzyste, mewy smieszki.mp3
20 - Drozdy, spiewaki II.mp3
20 - Zuraw.mp3
21 - Blizej skraju lasu.mp3
21 - Rybitwa wielkodzioba.mp3
22 - Mewa pospolita, mewa srebrzysta.mp3
22 - Na skraju lasu.mp3
23 - Dzwoniec, ostrygojad, bernikla bialolica, krwawodziob.mp3
23 - Ku brzegowi morza.mp3
24 - Powroty II.mp3
24 - Swistunka.mp3

49 plików 146˙727˙645 bajtów

W ptasim azylu w ogrodzie zoologicznym potrzebują wolontariuszy do
opieki nad młodymi ptakami.
nie dziw sie ze ludziom przeszkadza
szumi
ptaki sraja
zaslania slonce

jesli chcesz miec drzewko to kup sobie dom z ogrodem
a ludziom ktorym to przeszkadza pozwol zyc
(ps niektorzy maja uczulenie na lipe)

pozdrawiam

pl.sci.filozofia;pl.sci.ai

motto:
||    Jako ciekawostkę napiszę tylko Panu, że zwierzęta nie jadły owocu
||    z zakazanego drzewa, więc chodzą nieubrane i się nie wstydzą
||    - a mimo to cierpią choroby i umierają.
||    Edward Robak*

Bezpośrednie skutki zjedzenia owocu, to poznanie że jest się nagim,
natomiast wszystkie kary, dolegliwości i wyrzucenie z raju to już była kara.
Wynikałoby że zwierzęta zostały ukarane, i nie spożywały owocu, bo nie
wstydzą się że są nagie



/autor: "zdumiony" /

A więc WSTYD
A więc wstydzenie się JEST 'tą' cechą, odróżniającą ludzi od innych form
materii ożywionej: zwierząt, gadów, ptaków, płazów, pierwotniaków,
grzybów, pleśni, bakterii, wirusów, kryształów itd.
Wstydliwość wykracza poza cechy fizyczne - jest metafizyczna.
Tak. :)
Aby sztuczna inteligencja SI mogła być stworzona przez człowieka
na podobieństwo człowieka - musiałaby umieć się wstydzić.
Czy człowiek-stwórca umie podać owoc komputerom - po spożyciu którego
komputery zaczną się wstydzić?
Kognitywnie, inteligentnie i na pozór - tak
ale...
ale?
ale to przecież będzie UDAWANIE - oszukiwanie samego siebie. :-)
Klecenie Pinokio, który wygląda jak żywy, mówi jak żywy, pozorując ułudę.
To tylko przetwarzanie zer na jedynki, jedynek na zera i tworzenie
skończonych LICZB rzeczywistych - zmiennoprzecinkowych. Nic ponad.
Wstydliwość jest ponad te trzy kropki na końcu szeregu 0,333333...
Komputery nie mają takiego zasięgu. :-)
Edward Robak*
Uwaga: kopia na pl-sci-matematyka
~°<~
post może zostać skopiowany na GD pl-zgoda
http://groups.google.pl/group/pl-zgoda?hl=pl
jeśli coś wspólnie (!) uzgodnimy. :-)


Użytkownik "Michał Wasiak"

| Ogladalam w dwoch sklepach, jest mnuuustwo fajnych
| domkow,

| Pewnie mnóstwo, ale co znaczy fajnych?

Slicznych po prostu! ;-)
Z roznych rodzajow drewna, z "weranda", patyczkiem pod
wejsciem, z daszkiem skosnym albo prostym...
I nawet nie drogie. Ja myslalam, ze takie male wille beda
jakies koszmarnie drogie, a tu mila niespodzianka. ;-)



Nie mogę znaleźc od kilku lat rewalcyjnej ksiażki.
Miała tytuł ,,Ptaki w ogrodzie''. Poszukaj gdzieś, tam

Z willami byłbym ostrożny, może dlatego, że nie widziałem
ich. Patyk przed wejściem jest kiepskim pomysłem, bo kot
ma świetną podpórkę, i może głęboko łapą sięgnąć. Ale
jeśli jesteś pewna, że żaden kot tam nie dotrze, to się nie
przejmuj. Drewno (od środka) powinno być nieheblowane. W
środku dobrze jest zrobić stopień, żeby ptak nie musiał
skakać z samego wejścia na gniazdo. Daszek jakiś
wodoodporny ze spadkiem w stronę otworu (żeby lepiej
osłonić). Sprawdź jeszcze jak się otwiera. To ważne przy
czyszczeniu i żeby sama się nie otworzyła!

| Ale pamiętaj, że budki trzeba na jesieni czyscić. Wiec
| powieś tak, żeby dało się zdjąć.

No, wiec balkon. Ze zdjeciem jesienia nie bedzie problemu.



Jeszcze trzeba zadbać, żeby nie była w słońcu.

Wysokosc: ok. 6 - 7 metrow nad ziemia.

Kto moglby na takiej wysokosci zamieszkac i jaki duzy
otworek powinen miec domek?



Na sikorki chyba za wysoko. Może szpak? Nie mam ksiażki,

Witam wszystkich,

Przypomnijcie mi proszę jakiego ptaka w filmie "Tajemniczy ogród"
nazywano niesłusznie gilem.

Witam wszystkich,
Przypomnijcie mi proszę jakiego ptaka w filmie "Tajemniczy ogród"
nazywano niesłusznie gilem.



chyba rudzika


>